Obudziłam się w pokoju gościnnym w domu Fran. Czyli nigdzie nie wychodziłam.~Dobrze na razie wszystko jest ok~ pomyślałam.Nagle zrobiło mi się zimno. Zajrzałam pod kołdrę, a tam co?...Jestem goła, a obok mnie leży również goły chłopak.~Teraz nic już nie gra~karciłam się w myślach. Lekko się odkryłam, a na pościeli była krew...moja krew.~Co za dupek mnie rozdziewiczył?!~Miałam ochotę płakać, ale się powstrzymałam. Wstałam mimo bólu krocza, sięgnęłam z podłogi sukienkę i poszłam do łazienki, która była dołączona do pokoju gościnnego. Weszłam do środka, sukienkę położyłam na szafce, a ręce oparłam o umywalkę. Dopiero teraz dostrzegłam, że są one podrapane. ~Kuźwa co myśmy wczoraj wyrabiali? I kto mnie rozdziewiczył?~Myślałam, ale byłam zła na siebie za to co zrobiłam. Postanowiłam nie użalać się nad sobą i poszłam pod prysznic. ~Oł tak. Woda zmywa każdy problem.~ Uśmiechnęłam się i wyszłam z kabiny prysznicowej. Ciało wytarłam puchatym ręcznikiem, a włosy wysuszyłam suszarką, która leżał na szafce. Ubrałam się we wczorajszy zestaw i zrobiłam lekki makijaż kosmetykami, które wczoraj zabrałam z domu. Gdy skończyłam kosmetyki schowałam do torebki i wyszłam ze zaparowanego pomieszczenia.Gdy weszłam do sypialni zamarłam... na łóżku siedział nie kto inny jak Leon...Leon Verdas.
-Coś ty narobił?!-Krzyknęłam na niego
-Ja nic.-Odpowiedział spokojnie
-A może ja co?!-Nie potrafiłam się uspokoić
-Tak, bo to ty wskoczyłaś mi do łóżka.-Mówił spokojnie
-Byłam pijana!
-Ja też, ale nie tak jak ty.
-To czemu mnie nie powstrzymałeś?!
-Bo jestem tylko facetem.-Nie słuchałam go dłużej i wyszłam z pokoju. Napisałam tylko kartkę do Fran i wyszłam z domu. Szłam pięknymi uliczkami BA mijałam zakochane pary i bawiące się dzieci ~Czemu ja nie mogę mieć tyle szczęścia~pomyślałam, a do moich oczu napłynęły łzy. Powstrzymałam się od płaczu i szłam dalej do domu. Gdy weszłam do środka zobaczyłam tatę.
-Hej tato-Przywitałam się z nim przytuleniem.
-Hej córciu. Jak tam impreza?-Zapytał ~I co ja mam mu powiedzieć? Przespałam się z Leonem i na dodatek nic nie pamiętam.~
-Super-skłamałam
-To wspaniale, a teraz idź się przebrać.
-Dobrze.-Przytuliłam jeszcze raz tatę i pobiegłam do pokoju. Tam wybrała ten zestaw.
.jpg)
I myślałam jak taki bezduszny chłopak jak Leon Verdas mógł mnie rozdziewiczyć. Na wspomnienie rana. Zachciało mi się wymiotować. Pobiegłam do łazienki. Gdy wyszłam położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Gdy usłyszałam pukanie krzyknęłam:
-Proszę!
-Hej Violu!-pisnęła na mój widok Ludmiła
-Hej Lu.-przywitałam się z nią, a ona mnie wyściskała.
-Czemu nie było cię z rana w domu Fran tylko zostawiła kartkę?
-Bo chciałam już wrócić do domu.
-Aha-Powiedziała, a ja nic nie odpowiedziałam tylko pobiegam do łazienki wymiotować~Co mi jest?~zastanawiałam się. Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam zmartwioną Ludmiłę.
-Violu co ci jest?-Zapytała z troską w głosie
-Nic-warknęłam, a ona zrobiła zdziwioną minę.
-Violetta, o co ci chodzi?
-O ten tramwaj co nie chodzi.-Powiedziałam zła, ale po chwili zaczęłam płakać.
-Violu mam do ciebie jedno pytanie-Powiedziała nie pewnie
-Jakie znowu?
-Uprawiałaś ostatnio z kimś seks?
-Tak z Leonem wczoraj po imprezie.
-Ok to masz to.-Powiedziała po czym wręczyła mi białe pudełko
-Co to jest?-Zapytałam zdezorientowana
-Test ciążowy ostatnio sobie kupiłam żeby zobaczyć jak to wygląda, a teraz ci się przyda.
-Dobra idę go zrobić.-powiedziałam i poszłam do łazienki gdzie wykonałam test.
-Mogę wejść-zapytała blondynka
-Jasne wchodź-odpowiedziałam
-I jak?-zapytała
-Nie wiem boję się spojrzeć.
-To daj ja zobaczę.-Powiedziała blondynka, a ja dałam jej test
-I co?-Zapytałam
-Jesteś w ciąży-powiedziała
-Lu ja nie mogę być matką-powiedziałam bardzo cicho
-Możesz i będziesz
-Lu ja się boję
-Nie bój się ja ci pomogę
-Nie dam rady, a dziecko powinno mieć ojca, ale nie takiego jak Leon.
-Dobra ja lecę do domu, a ty przemyśl to wszystko.
-Ok pa.
-pa-Przytuliłyśmy się na pożegnanie, a ona po chwili wyszła.Do mojego pokoju znowu ktoś zapukał.
-Proszę-zaprosiłam
-Hej sister-przywitał mnie
-Hej Fede-posłałam mu sztuczny uśmiech
-A ty co taka zmartwiona-Zapytał
-Nie mogę ci powiedzieć
-Mów
-Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz
-OK
-Jestem...w...ciaży-powiedziałam, a go zamurowało
-Ale jak to z kim?
-Z Leonem
-Z Verdasem?
-Tak, ale nie wiem co mam zrobić
-Powiedz mu o tym
-Zwariowałeś
-Nie, ale ma prawo wiedzieć w końcu jest ojcem twojego dziecka
-Nie wiem przemyślę to, a teraz mógłbyś mnie zostawić?
-Jasne sister-przytulił mnie na pożegnanie-Kocham cię-szepnął
-Ja ciebie też
-Ciebie kruszynko też wujek kocha-powiedział i pogłaskał mój jeszcze płaski brzucha, a ja zaczęłam chichotać on zawsze wiedział jak poprawić mi humor. Gdy opuścił mój pokój, a ja położyłam się i zaczęłam zastanawiać się co ja mam teraz zrobić, ale tą czynność przerwał mi dzwoniący telefon. ~ I jak ja mam w spokoju pomyśleć?!~Krzyknęłam w myślach nie patrząc kto dzwoni odebrałam
-Halo?-Zapytałam
-Violetta?-Zapytała osoba po drugiej stronie
-Tak, a kto mówi?-Nadal nie miałam pojęcia z kim rozmawiam
-Domyśl się-powiedział ktoś ,,po drugiej stronie''
-Leon?-Zapytałam, bo miałam dziwne wrażenie, że to on
-Zgadłaś-odpowiedział, a ja nie wiem czemu w głębi duszy się cieszyłam.
-Czego chciałeś i skąd masz mój numer?-Zapytałam lekko zdenerwowana
-Ma się znajomości i chciałem się z tobą spotkać.-Mówiąc to słychać było w jego głosie nadzieję
-Po co ja mam dość swoich problemów.-Mówiąc to wyglądałam tak:
-Muszę ci coś powiedzieć-Wyznał
-To mów przez telefon-Powiedziałam
-To nie jest rozmowa na telefon.-Wyznał lekko poddenerwowany
-Dobra...-westchnęłam-Gdzie i kiedy?-Zapytałam po chwili
-Dziś w kawiarni obok parku
-Ok, a o której?
-O 14?
-Ok to o 14 w kawiarni-zgodziłam się-pa
-Pa.-Usłyszałam charakterystyczne pikanie co oznaczyło, że się rozłączył. Na wyświetlaczu zobaczyłam godzinę 13.00. ~Mam godzinę na przygotowanie się. Super~poszłam do łazienki gdzie wykonałam prysznic. Włosy pofalowałam i ubrała się w ten zestaw.
Gotowa zeszłam na dół.
-Tato...-Zaczęłam
-Tak córciu?-Zapytał
-Idę do kawiarni obok parku.
-Dobrze, ale nie wracaj za późno
-Dobrze pa
-Pa-Po jego słowach wyszłam z domu i ruszyłam w stronę parku. Po drodze spojrzałam jeszcze na wyświetlacz telefonu. Na nim była godzina 13.55.~Będę na miejscu za 2 minuty więc zdążę~ pomyślałam i szłam dalej po 2 minutach byłam na miejscu. Usiadłam przy jednym ze stolików i czekałam na ojca mojego dziecka.Zamówiłam sobie herbatę, a on w końcu przyszedł, akurat jak podali mi gorący napój, Leon ucałował mój polik po czym usiadł na przeciwko mnie.
-To o czym chciałeś rozmawiać?-Zapytałam beznamiętnie
-O tym żebyś...-Zaczął i zachowywał się tak jakby bał się dokończyć
-Żebym co?-Zapytałam po czym popiłam herbatę.
-Żebyś nie robiła sobie nadziei.
-Jak ja mam nie robić sobie nadziei?-Zapytałam zdenerwowana, ale starałam się nie krzyczeć, bo inni ludzie którzy tu są maja prawo do spokojnych rozmów.
-Normalnie.
-Jak normalnie skoro mnie rozdziewiczyłeś?
-Każdy żyje swoim życiem.
-Dobra, a mam do ciebie pytanie-Powiedziałam-Jakie?
-Czy się wczoraj zabezpieczałeś?
-Nie pamiętam chyba tak, a co?
-To nie możliwe, że tak, bo jestem w ciąży-powiedziałam przez łzy
-To nie moje dziecko-zaprzeczał
-Twoje, bo z nikim innym nie uprawiałam seksu
-Na pewno nie moje.
-Dobra spieprzaj z mojego życia!-Nie powstrzymałam się i krzyknęłam. Wstałam walnęłam go ,, z liścia'' i uciekłam z płaczem z kawiarni. Biegłam parkiem płacząc jak on może tak] powiedzieć jak ja sobie teraz poradzę? Nie jestem pełnoletnia moje dziecko nie będzie miało ojca. Usiadłam na jednej z ławek i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Po chwili ktoś do mnie przyszedł, usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
-Nie płacz maleńka-Odezwał się LEON
-Nie mów do mnie maleńka!-krzyknęłam
-Dlaczego?
-Bo nie przyznajesz się do tego, że mnie zapłodniłeś!
-Bo to nie ja.
-Wiesz co? Nie na widzę cię! Spieprzaj z mojego życia.
-Ja nie chcę.
-Ale ja chce!-krzyknęłam i uciekłam do domu starałam się nie płakać. Gdy dobiegłam do domu od progu drzwi miałam do wysłuchania wiadomość
-Violu jutro wyjeżdżamy do New York-u.-powiedział mój tata
-Ok-Nie protestowałam pobiegłam do pokoju i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Napisałam do Lu sms-a
DO:Lu
Ludmi proszę cię wpadnij do mnie
OD:Lu
Ok jestem za 10 minut
Czekałam na przyjaciółkę, a ona tak jak napisała była po 10 minutach.
-Hej Violu.-Przywitała się ze mną
-Hej Lu-Przywitałam się z nią
-Po co miałam przyjść?
-Powiedziałam Leonowi o ciąży.
-I jak zareagował?
-Twierdzi, że to nie jego dziecko.
-Uuuu to kiepsko
-No, ale to nie wszystko, bo to już mój ostatni dzień w BA.
-Jak to?!
-Normalnie wyjeżdżam do NY
-Nieeeee-zaczęła szlochać i rozmawiałyśmy tak jeszcze 2 godziny aż w końcu ona poszła do domu, a ja zasnęłam rozmyślając o Leonie i o naszym dziecku.
---------------------------------------------------------------------------------
Viola wyjeżdża do NY, ale nie na stałe i spokojnie Leonetta pojawi się nie długo. Next nie mam pojęcia kiedy
Buziaki
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz