wtorek, 20 stycznia 2015

2. Nienawidzę cię!

*Violetta*
Obudziłam się w pokoju gościnnym w domu Fran. Czyli nigdzie nie wychodziłam.~Dobrze na razie wszystko jest ok~ pomyślałam.Nagle zrobiło mi się zimno. Zajrzałam pod kołdrę, a tam co?...Jestem goła, a obok mnie leży również goły chłopak.~Teraz nic już nie gra~karciłam się w myślach. Lekko się odkryłam, a na pościeli była krew...moja krew.~Co za dupek mnie rozdziewiczył?!~Miałam ochotę płakać, ale się powstrzymałam. Wstałam mimo bólu krocza, sięgnęłam z podłogi sukienkę i poszłam do łazienki, która była dołączona do pokoju gościnnego. Weszłam do środka, sukienkę położyłam na szafce, a ręce oparłam o umywalkę. Dopiero teraz dostrzegłam, że są one podrapane. ~Kuźwa co myśmy wczoraj wyrabiali? I kto mnie rozdziewiczył?~Myślałam, ale byłam zła na siebie za to co zrobiłam. Postanowiłam nie użalać się nad sobą i poszłam pod prysznic. ~Oł tak. Woda zmywa każdy problem.~ Uśmiechnęłam się i wyszłam z kabiny prysznicowej. Ciało wytarłam puchatym ręcznikiem, a włosy wysuszyłam suszarką, która leżał na szafce. Ubrałam się we wczorajszy zestaw i zrobiłam lekki makijaż kosmetykami, które wczoraj zabrałam z  domu. Gdy skończyłam kosmetyki schowałam do torebki i wyszłam ze zaparowanego pomieszczenia.Gdy weszłam do sypialni zamarłam... na łóżku siedział nie kto inny jak Leon...Leon Verdas.
 -Coś ty narobił?!-Krzyknęłam na niego
 -Ja nic.-Odpowiedział spokojnie
 -A może ja co?!-Nie potrafiłam się uspokoić
 -Tak, bo to ty wskoczyłaś mi do łóżka.-Mówił spokojnie
 -Byłam pijana!
 -Ja też, ale nie tak jak ty.
 -To czemu mnie nie powstrzymałeś?!
 -Bo jestem tylko facetem.-Nie słuchałam go dłużej i wyszłam z pokoju. Napisałam tylko kartkę do Fran i wyszłam z domu. Szłam pięknymi uliczkami BA mijałam zakochane pary i bawiące się dzieci ~Czemu ja nie mogę mieć tyle szczęścia~pomyślałam, a do moich oczu napłynęły łzy. Powstrzymałam się od płaczu i szłam dalej do domu. Gdy weszłam do środka zobaczyłam tatę.
 -Hej tato-Przywitałam się z nim przytuleniem.
 -Hej córciu. Jak tam impreza?-Zapytał ~I co ja mam mu powiedzieć? Przespałam się z Leonem i na dodatek nic nie pamiętam.~
 -Super-skłamałam
 -To wspaniale, a teraz idź się przebrać.
 -Dobrze.-Przytuliłam jeszcze raz tatę i pobiegłam do pokoju. Tam wybrała ten zestaw.


I myślałam jak taki bezduszny chłopak jak Leon Verdas mógł mnie rozdziewiczyć. Na wspomnienie rana. Zachciało mi się wymiotować. Pobiegłam do łazienki. Gdy wyszłam położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Gdy usłyszałam pukanie krzyknęłam:
 -Proszę!
 -Hej Violu!-pisnęła na mój widok Ludmiła
 -Hej Lu.-przywitałam się z nią, a ona mnie wyściskała.
 -Czemu nie było cię z rana w domu Fran tylko zostawiła kartkę?
 -Bo chciałam już wrócić do domu.
 -Aha-Powiedziała, a ja nic nie odpowiedziałam tylko pobiegam do łazienki wymiotować~Co mi jest?~zastanawiałam się. Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam zmartwioną Ludmiłę.
 -Violu co ci jest?-Zapytała z troską w głosie
 -Nic-warknęłam, a ona zrobiła zdziwioną minę.
 -Violetta, o co ci chodzi?
 -O ten tramwaj co nie chodzi.-Powiedziałam zła, ale po chwili zaczęłam płakać.
 -Violu mam do ciebie jedno pytanie-Powiedziała nie pewnie
 -Jakie znowu?
 -Uprawiałaś ostatnio z kimś seks?
 -Tak z Leonem wczoraj po imprezie.
 -Ok to masz to.-Powiedziała po czym wręczyła mi białe pudełko
 -Co to jest?-Zapytałam zdezorientowana
 -Test ciążowy ostatnio sobie kupiłam żeby zobaczyć jak to wygląda, a teraz ci się przyda.
 -Dobra idę go zrobić.-powiedziałam i poszłam do łazienki gdzie wykonałam test.
 -Mogę wejść-zapytała blondynka
 -Jasne wchodź-odpowiedziałam
 -I jak?-zapytała
 -Nie wiem boję się spojrzeć.
 -To daj ja zobaczę.-Powiedziała blondynka, a ja dałam jej test
 -I co?-Zapytałam
 -Jesteś w ciąży-powiedziała
 -Lu ja nie mogę być matką-powiedziałam bardzo cicho
 -Możesz i będziesz
 -Lu ja się boję
 -Nie bój się ja ci pomogę
 -Nie dam rady, a dziecko powinno mieć ojca, ale nie takiego jak Leon.
 -Dobra ja lecę do domu, a ty przemyśl to wszystko.
 -Ok pa.
 -pa-Przytuliłyśmy się na pożegnanie, a ona po chwili wyszła.Do mojego pokoju znowu ktoś zapukał.
 -Proszę-zaprosiłam
 -Hej sister-przywitał mnie 
 -Hej Fede-posłałam mu sztuczny uśmiech
 -A ty co taka zmartwiona-Zapytał
 -Nie mogę ci powiedzieć
 -Mów
 -Ale obiecaj, że nikomu nie powiesz
 -OK
 -Jestem...w...ciaży-powiedziałam, a go zamurowało
 -Ale jak to z kim?
 -Z Leonem
 -Z Verdasem?
 -Tak, ale nie wiem co mam zrobić
 -Powiedz mu o tym
 -Zwariowałeś
 -Nie, ale ma prawo wiedzieć w końcu jest ojcem twojego dziecka
 -Nie wiem przemyślę to, a teraz mógłbyś mnie zostawić?
 -Jasne sister-przytulił mnie na pożegnanie-Kocham cię-szepnął
 -Ja ciebie też
 -Ciebie kruszynko też wujek kocha-powiedział i pogłaskał mój jeszcze płaski brzucha, a ja zaczęłam chichotać on zawsze wiedział jak poprawić mi humor. Gdy opuścił mój pokój, a ja położyłam się i zaczęłam zastanawiać się co ja mam teraz zrobić, ale tą czynność przerwał mi dzwoniący telefon. ~ I jak ja mam w spokoju pomyśleć?!~Krzyknęłam w myślach nie patrząc kto dzwoni odebrałam
 -Halo?-Zapytałam
 -Violetta?-Zapytała osoba po drugiej stronie
 -Tak, a kto mówi?-Nadal nie miałam pojęcia z kim rozmawiam
 -Domyśl się-powiedział ktoś ,,po drugiej stronie''
 -Leon?-Zapytałam, bo miałam dziwne wrażenie, że to on
 -Zgadłaś-odpowiedział, a ja nie wiem czemu w głębi duszy się cieszyłam.
 -Czego chciałeś i skąd masz mój numer?-Zapytałam lekko zdenerwowana
 -Ma się znajomości i chciałem się z tobą spotkać.-Mówiąc to słychać było w jego głosie nadzieję
 -Po co ja mam dość swoich problemów.-Mówiąc to wyglądałam tak:

 -Muszę ci coś powiedzieć-Wyznał
 -To mów przez telefon-Powiedziałam
 -To nie jest rozmowa na telefon.-Wyznał lekko poddenerwowany 
 -Dobra...-westchnęłam-Gdzie i kiedy?-Zapytałam po chwili
 -Dziś w kawiarni obok parku
 -Ok, a o której?
 -O 14?
 -Ok to o 14 w kawiarni-zgodziłam się-pa
 -Pa.-Usłyszałam charakterystyczne pikanie co oznaczyło, że się rozłączył. Na wyświetlaczu zobaczyłam godzinę 13.00. ~Mam  godzinę na przygotowanie się. Super~poszłam do łazienki gdzie wykonałam prysznic. Włosy pofalowałam i ubrała się w ten zestaw.

Gotowa zeszłam na dół.
 -Tato...-Zaczęłam
 -Tak córciu?-Zapytał
 -Idę do kawiarni obok parku.
 -Dobrze, ale nie wracaj za późno
 -Dobrze pa
 -Pa-Po jego słowach wyszłam z domu i ruszyłam w stronę parku. Po drodze spojrzałam jeszcze na wyświetlacz telefonu. Na nim była godzina 13.55.~Będę na miejscu za 2 minuty więc zdążę~ pomyślałam i szłam dalej po 2 minutach byłam na miejscu. Usiadłam przy jednym ze stolików i czekałam na ojca mojego dziecka.Zamówiłam sobie herbatę, a on w końcu przyszedł, akurat jak podali mi gorący napój, Leon ucałował mój polik po czym usiadł na przeciwko mnie.
 -To o czym chciałeś rozmawiać?-Zapytałam beznamiętnie
 -O tym żebyś...-Zaczął i zachowywał się tak jakby bał się dokończyć
 -Żebym co?-Zapytałam po czym popiłam herbatę.
 -Żebyś nie robiła sobie nadziei.
 -Jak ja mam nie robić sobie nadziei?-Zapytałam zdenerwowana, ale starałam się nie krzyczeć, bo inni ludzie którzy tu są maja prawo do spokojnych rozmów.
 -Normalnie.
 -Jak normalnie skoro mnie rozdziewiczyłeś?
 -Każdy żyje swoim życiem.
 -Dobra, a mam do ciebie pytanie-Powiedziałam
 -Jakie?
 -Czy się wczoraj zabezpieczałeś?
 -Nie pamiętam chyba tak, a co?
 -To nie możliwe, że tak, bo jestem w ciąży-powiedziałam przez łzy
 -To nie moje dziecko-zaprzeczał
 -Twoje, bo z nikim innym nie uprawiałam seksu
 -Na pewno nie moje.
 -Dobra spieprzaj z mojego życia!-Nie powstrzymałam się i krzyknęłam. Wstałam walnęłam go ,, z liścia'' i uciekłam z płaczem z kawiarni. Biegłam parkiem płacząc jak on może tak] powiedzieć jak ja sobie teraz poradzę? Nie jestem pełnoletnia moje dziecko nie będzie miało ojca. Usiadłam na jednej z ławek i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Po chwili ktoś do mnie przyszedł, usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
 -Nie płacz maleńka-Odezwał się LEON
 -Nie mów do mnie maleńka!-krzyknęłam
 -Dlaczego?
 -Bo nie przyznajesz się do tego, że mnie zapłodniłeś!
 -Bo to nie ja.
 -Wiesz co? Nie na widzę cię! Spieprzaj z mojego życia.
 -Ja nie chcę.
 -Ale ja chce!-krzyknęłam i uciekłam do domu starałam się nie płakać. Gdy dobiegłam do domu od progu drzwi miałam do wysłuchania wiadomość
 -Violu jutro wyjeżdżamy do New York-u.-powiedział mój tata
 -Ok-Nie protestowałam pobiegłam do pokoju i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Napisałam do Lu sms-a

DO:Lu
Ludmi proszę cię wpadnij do mnie

OD:Lu
Ok jestem za 10 minut

Czekałam na przyjaciółkę, a ona tak jak napisała była po 10 minutach.
 -Hej Violu.-Przywitała się ze mną
 -Hej Lu-Przywitałam się z nią
 -Po co miałam przyjść?
 -Powiedziałam Leonowi o ciąży.
 -I jak zareagował?
 -Twierdzi, że to nie jego dziecko.
 -Uuuu to kiepsko
 -No, ale to nie wszystko, bo to już mój ostatni dzień w BA.
 -Jak to?!
 -Normalnie wyjeżdżam do NY
 -Nieeeee-zaczęła szlochać i rozmawiałyśmy tak jeszcze 2 godziny aż w końcu ona poszła do domu, a ja zasnęłam rozmyślając o Leonie i o naszym dziecku.
---------------------------------------------------------------------------------
Viola wyjeżdża do NY, ale nie na stałe i spokojnie Leonetta pojawi się nie długo. Next nie mam pojęcia kiedy
                                                                                                                                                Buziaki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz