piątek, 23 stycznia 2015

4.Violu

*Violetta*
Obudziłam się w objęciach Leona i postanowiłam jeszcze nie wstawać, bo było mi taaaaaaaak dobrze, ale niestety Marika zaczęłam płakać. Założyłam na siebie swój satynowy szlafrok i podreptałam do tej małej istotki. Nakarmiłam ją i postanowiłam zrobić pyszne śniadanie dla ojca mojej córki.Zeszłam do kuchni i zaczęłam przygotowywać pyszne naleśniki. Po 10 minutach były gotowe, więc położyłam je na tacce do tego dołożyłam sok pomarańczowy i zaniosłam je do sypialni. Leon już nie spał i wpatrywał się w sufit.
 -Dzień dobry kochanie-przywitałam się z nim całusem w  usta.
 -Hej księżniczko-powiedział z uśmiechem,a ja podałam mu tackę z jedzeniem
 -Nad czym myślałeś-Zapytałam z ciekawości.
 -Nad tym jak rok temu mogłem nie przyznawać się do naszej kochanej córeczki.-Powiedział
 -Mam po nią iść? Bo i tak się obudziła.-Zapytałam
 -Jak byś mogła?
 -Mogę-Odpowiedziałam i poszłam do pokoju obok po naszą córkę, wzięłam ją na ręce i zaniosłam do sypialni mojego chłopaka.
 -O idzie nasza kruszynka!-Krzyknął uradowany Leon i odłożył tackę jeszcze z połową jedzenia na szafkę nocną.
 -Położyłam Marikę obok Leona na łóżku, a on zaczął się z  nią bawić. Razem wyglądali tak słodko. Leon zaczął łaskotać dziewczynkę, a ona zaczęła się śmiać. Gdy skończył pocałował ją w nosek. Dziewczynka zarumieniła się.
 -Violu rumieni się po tobie.-powiedział Leon
 -Weź-zaczęłam i poczułam, że się rumienię.
 -Mówiłem-Powiedział, a mała zaczęła się śmiać~jaka wesoła przy nim~pomyślałam  i również zaczęłam zabawiać dziecko. Po godzinie dziewczynka zasnęła, a ja zaniosłam ją do jej pokoju. Po czy weszłam z powrotem do sypialni Leona.
 -Kochanie co dzisiaj będziemy robić?-Zapytał Leon
 -Nie wiem, a odprowadzisz mnie później do domu?-Zapytałam
 -Jak to do domu? Przecież ja chcę spędzić z tobą trochę czasu.-Mówiąc to podszedł do mnie i zrobił smutną minkę ~ To chłopacy też to potrafią?~Zastanawiałam się, a on pocałował mnie namiętne w usta.
 -Ok, jeszcze trochę zostanę, ale nie na zawsze-powiedziałam z uśmiechem, a on zrobił zdziwioną minę.
 -A dlaczego nie na zawsze?
 -Bo nie chcę ci sprawiać problemu.
 -A czy ja mówiłem, że sprawiasz?
 -Nie, ale masz swoje życie i nie chcę ci z Mariką przeszkadzać.
 -Ty mi nie przeszkadzasz nigdy, a Marika to także moja córka i ma prawo mieszkać z ojcem i matką.
 -Jesteś słodki wiesz?
 -Wiem.-Mruknął mi do  ucha, a po moim ciele przeszedł dreszcz.
 -A jak mnie nie  było to tęskniłeś?-Zapytałam z ciekawości
 -Ty się jeszcze pytasz? Pół roku przed twoim przyjazdem zorientowałem się, że zapłodniłem cię i od tamtej pory chodziłem przybity, jak tylko Ludmiła zobaczyła mój stan powiedziała kiedy przyjeżdżasz i że mam córkę Nie mogłem się doczekać kiedy tylko cię spotkam.-Skończył swoją wypowiedz
 -Naprawdę?-Zapytałam wzruszona
 -Tak, kocham cię i nie mogę sobie wybaczyć, że jak mi powiedziałaś, że zostanę ojcem tak cię potraktowałem.
 -Zapomnijmy o tym i zacznijmy wszystko od nowa, dobrze?-Zapytałam, a on w odpowiedzi pocałował mnie tak, że nasze języki walczyły ze sobą.-Mam rozumieć, że tak?-zapytałam po oderwaniu
 -Tak-powiedział i się uśmiechnął.
 -A teraz się ubieraj i idziemy razem robić śniadanie.
 -Ok.-powiedział po czym wyjął ze szafy zestaw na dziś i ruszył do łazienki. Po 10 minutach wyszedł był bosko ubrany, a z daleka czuć było jego boskie perfumy.
 -Wyglądasz bosko-mruknęłam gdy stanął obok mnie
 -Dzięki-pocałował mnie w usta-Idziemy?-Zapytał po oderwaniu i złapał mnie za rękę.
 -Tak-odpowiedziałam, po czym zeszliśmy na dół i zaczęliśmy przygotowywać gofry z owocami. Po 10 min. były gotowe Leon nalał jeszcze soku pomarańczowego do dwóch szklanek, a ja podgrzałam mleko dla Mariki gdyby się obudziła. Zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy zjadać posiłek.
 -Violu, zamieszkasz u mnie z Mariką?-zapytał niepewnie Leon.
 -Leoś a mam swój dom nie musisz się litować-odpowiedziałam
 -Wiem, ale  ja  chcę żebyśmy zamieszkali razem u mnie.-powiedział, a ja się uśmiechnęłam
 -Ty wiesz, że nie umiem ci odmówić nie?-Zapytałam
 -Wiem.-Opowiedział, a ja akurat skończyłam śniadanie i on tak samo, wstałam, podeszłam do niego i usiadłam mu na kolana. On zbliżył swoją twarz do mojej, po czym oblizał moje wargi i swoje, a na koniec wbił się w nie. Całowaliśmy się dość długo i było by dłużej, ale Marika zaczęła płakać. Leon zdjął mnie ze swoich kolan i posadził na krześle obok, a sam wstał.-Ja idę-powiedział po czym wziął butelkę z mlekiem i ruszył do pokoju tej małej kruszynki.Nie czekałam na niego tylko zebrałam naczynia i zaniosłam je do zmywarki. Gdy wychodziłam z kuchni, Leon akurat schodził po schodach z NASZĄ córką,~jak oni razem słodko wyglądają.~pomyślałam.
 -Leoś idę dziś z Mariką do Ludmiły idziesz z nami?-Zapytałam gdy szatyn stanął obok mnie
 -Jasne, przy okazji pogadam z Diego.-Odpowiedział, a ja zrobiłam zdziwioną minę.
 -To oni są razem?-Zapytałam
 -Tak, jak ty wyjechałaś to oni się w sobie zakochali.
 -To się wszystko pozmieniało.
 -No tak trochę.-Zaśmialiśmy się po czym ubraliśmy Marikę i włożyliśmy ją do wózka, po czym  ruszyliśmy do domu Lu. Szliśmy przepięknymi uliczkami miasta oczywiście ja szłam wtulona w Leosia, a on prowadził wózek z dzieckiem. Po drodze mijaliśmy ludzi, którzy byli szczęśliwi ~Czyli zupełna odwrotność mnie rok temu~pomyślałam, szybko odgoniłam od siebie tą myśl. Doszliśmy do domu Ludmiły i otworzyła nam rozpromieniona blondynka gdy nas razem zobaczyła jej uśmiech automatycznie się powiększył. Zaprosiła nas do salonu. Siedział tam Diego czyli Leon się nie pomylił.
 -O Violetta-przytulił mnie brunet
 -Tak Violetta-odpowiedziałam z uśmiechem.
 -A to kto?-Zapytał pokazując na wózek, który prowadził Leon
 -To Marika moja i Leona córka-powiedziałam, a Leon wyjął z wózka naszą córkę.
 -Wow Verdas spłodził takie coś?-Zapytał nie dowierzając Diego
 -No raczej, co się dziwisz?-powiedział Leon, a my wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
 -Oj Leoś, Leoś-powiedziałam i czule go pocałowałam
 -Dobra Violu idziemy do salonu, a Leon i Diego na taras-zarządziła Lu
 -A Marika gdzie?-zapytałam
 -Z nami-odpowiedział blondynka.Po czym my usiadłyśmy na kanapie w salonie, a chłopacy poszli na taras.
 -To mój Lu jak tam z Diego?-pytałam bawiąc się z Mariką
 -Super, mieszkamy razem i jesteśmy razem-opowiedziała bardzo wesoła.
 -To się cieszę.-Powiedziałam z uśmiechem.
 -A ja tam u ciebie i Leona?
 -Normalnie nie wierzę jak się zmienił. Rok temu powiedział, że nie jet ojcem naszego dziecka, a teraz świata poza nią nie widzi.
 -Jak ciebie nie było to chodził przybity więc mu w końcu powiedziałam kiedy przyjeżdżasz, bo nie mogłam znieść tego widoku.
 -Dziękuję ci Ludmiła jesteś wspaniała-odpowiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę.
 -Dzięki-oddała uścisk.

*W tym samym czasie rozmowa chłopaków*
*Leon*
 -No gadaj Diego jak tam z Ludmiłą.-Powiedziałem ciekawy
 -Super, a u ciebie i Violi?
 -Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ona wróciła, a jeszcze Marika świata poza nimi nie widzę.
-To się cieszę.

*Rozmowa dziewczyn*
*Violetta*
Rozmawiałyśmy tak jeszcze chwilę, aż chłopacy przyszli.
 -No Violu idziemy do domu.-Zarządził Leon
 -Już?-zapytałam
 -Jest już 19.
 -Co? Jak ten czas szybko zleciał.
 -Noooo-odpowiedziała Lu po czym wychodziliśmy już z domu, ale Lu krzyknęła:
  -Tylko na razie nie róbcie więcej dzieci!!!!!
 -Nic nie obiecuję!!!!!-krzyknął również Leon, a ja zaczęłam się śmiać. Gdy byliśmy już w domu wykonaliśmy wszystkie wieczorne czynności i poszliśmy spać.
 ----------------------------------------------------------------------------------------
Wiem krótki i bez sensu,ale nie mam weny przykro mi next nie wiem kiedy
                                                                                                                                                Buziaki

1 komentarz:

  1. No nie wcale nie kiepski!!!!! ¡! Zapraszam do siebie leonettalovestoryjulcia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń